Tomasz Głogowski, „Gazeta Wyborcza", 14.06.2007
Jak poradzić sobie z niskimi limitami CO2? Najlepiej wybudować taką instalację, która w ogóle nie emituje dwutlenku węgla. Pierwszą bezemisyjną elektrownię zamierza zbudować Południowy Koncern Energetyczny
Przedsięwzięcie nie będzie ani tanie, ani proste technologicznie, ale - jak mówią specjaliści - od tej drogi nie ma już odwrotu. 93% naszej energetyki opiera się na węglu.
Tymczasem Komisja Europejska chce ograniczyć limity dla naszych firm do 208 mln ton rocznie. Rząd alarmuje, że to zbyt mało i domaga się zwiększenia limitów. Skarga trafiła już do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.
W przyszłości staniemy więc przed trudnym wyborem: nasze elektrownie będą musiały płacić horrendalne sumy za przekroczenie limitów CO2 lub zdecydują się na budowę instalacji nieemitujących w ogóle dwutlenku węgla.
Ten drugi pomysł popiera Komisja Europejska, która, jak dowiedziała się „Trybuna Górnicza", chce, aby do 2015 roku w Europie powstało 12 doświadczalnych elektrowni specjalizujących się w ekologicznym spalaniu węgla. Swój akces do projektu zgłosił już Południowy Koncern Energetyczny, drugi co do wielkości producent energii w kraju. Wchodzące w skład PKE elektrownie spalają dziś najwięcej węgla w kraju. I tendencja ta z pewnością utrzyma się przez następne lata.
Jak działa bezemisyjna elektrownia? Najpierw trzeba wydzielić CO2 ze spalin, aby potem dwutlenek węgla zmienić ze stanu gazowego w ciekły. Później tak przetworzony gaz trzeba zmagazynować pod ziemią. - Koncepcja elektrowni wolnej od CO2 wydaje się dziś mało realna, bo jest bardzo kosztowna. Jednak moim zdaniem kiedyś będzie masowo stosowana. Pamiętam, jak w końcu lat 80. zmuszano nas do budowy instalacji odsiarczania. Śmialiśmy się wtedy, że pomysły te nigdy nie wejdą w życie, a minęło kilka lat i stało się to zupełnie powszechne. Z ekologicznym spalaniem węgla będzie z pewnością tak samo - przekonuje Jan Kurp, prezes PKE.
PKE zaproponował już trzy lokalizacje dla eksperymentalnej elektrowni: przy powstającym nowym bloku energetycznym w Łagiszy, na terenie elektrowni Jaworzno lub budowę całkowicie samodzielnej instalacji na terenach należących do PKE. Pilotażowa elektrownia miałaby mieć niewielką moc 50 MW - wystarczającą do zasilania stutysięcznego miasta - i kosztować 90-100 mln euro. Koszt „wyprodukowania" w niej jednej tony CO2 wstępnie oszacowano na 35 euro, podczas gdy w zwykłej elektrowni to około 20 euro.
- Liczymy, że większość pieniędzy na budowę wyłoży Unia, która pilotuje ten projekt. My oferujemy teren i specjalistów - mówi prezes Kurp i dodaje, że jego zdaniem szansa, że instalacja zostanie sfinansowana z unijnych dotacji, jest duża.
Niestety, o ile technologia wydzielania CO2 jest mniej więcej znana, to poważnym problemem pozostaje kwestia magazynowania dwutlenku węgla. Polska nie ma dziś żadnych związanych z tym regulacji prawnych: nie wiadomo, gdzie miałyby powstać złoża CO2 i kto miałby odpowiadać za ich nadzorowanie. Na świecie magazynuje się go w „pustkach" po złożach ropy lub gazu ziemnego. U nas nie ma takich możliwości. Dwutlenek węgla musi trafić w pobliże podziemnych pokładów węgla, nieprzydatnych dla kopalń. Znajdują się one ponad tysiąc metrów pod ziemią, a właśnie na tyle określa się bezpieczną granicę, gdzie można magazynować płynny CO2. Tam dwutlenek węgla ma ulegać mineralizacji, czyli zupełnemu rozkładowi.
Niestety, pod względem prac nad magazynowaniem CO2 jesteśmy dużo w tyle za Unią Europejską, która już zajmuje się tym problemem. Aby w ogóle myśleć o budowie doświadczalnej elektrowni, musimy to opóźnienie szybko nadrobić - przekonuje Marek Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla, który razem z Głównym Instytutem Górnictwa zaangażował się w prace nad bezemisyjną elektrownią.