Na podstawie artykułu Rafała Zasunia, Gazeta Wyborcza z dnia 6 sierpnia 2007 roku
Zwrot strategiczny w polityce energetycznej USA. Izba Reprezentantów uchwaliła 5 sierpnia ustawę, która ma zmusić firmy na przestawianie się na odnawialne źródła energii.
Wydarzenie to można porównać z politycznym trzęsieniem ziemi. W polityce Amerykanie odwołują się zawsze do Stwórcy, więc nie dziwią słowa przewodniczącej Izby Reprezentantów (zdominowanej przez demokratów) pani Nancy Pilosi -„Ta planeta jest dziełem Boga i jej ochrona jest naszym moralnym obowiązkiem " Niemniej bogobojna Partia Republikanów (lobby naftowe ) liczy gorączkowo na zawetowanie przez prezydenta lub Senat tej „promocji dziecinnych idei". Promocja , która kosztuje nafciarzy - tradycyjnie związanych z Republikanami- utratę gigantycznych ulg podatkowych ( 16 miliardów USD w trzy lata ).
Dotacje federalne, ulgi podatkowe oraz gwarancje kredytów stały by się motorem napędowym zielonych inwestycji dla producentów energii z OZE.
Po raz pierwszy w historii USA ma obowiązywać ustawowy limit energii wytwarzanej ze źródeł odnawialnych - począwszy od 2020 co najmniej 13 %. Dziś ten udział w USA wynosi 6,1 % ( w Polsce 3,7% ). Zdaniem analityków ta reforma pozwoli ograniczyć emisje C02 w Stanach do 2030 roku o 18 %.
Administracja Busha do tej pory kwestionowała sens międzynarodowych wysiłków zmierzających do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. USA - największy światowy konsument ropy - między innymi z Chinami i Indiami odmówiły ratyfikacji protokołu z Kioto, który zobowiązywał państwa do redukcji zanieczyszczeń.
Dla Demokratów ustawa jest spełnieniem przedwyborczych obietnic, Republikanie przyjęli ją z oburzeniem. Przeciw ustawie bardzo ostro protestowało lobby naftowe. Amerykański Instytut Paliwowy reprezentujący 400 największych korporacji z tej branży tłumaczy, że ustawa oparta jest na fałszywym przeciwstawieniu ropy naftowej i odnawialnych źródeł energii. Zdaniem Demokratów zwrot w kierunku OZE oprócz korzyści ekologicznych przyniesie także zwiększenie niezależności energetycznej USA.
Teraz kongresmeni i senatorowie będą musieli wypracować kompromisowe i pragmatyczne rozwiązanie.
A i tak „nafciarz" Bush może zawetować ustawę.
Energetyka rozproszona po raz pierwszy wstrząsnęła Ameryką.
Quo vadis USA?